Strona główna
Filmy
Tutaj jesteś

Film 'w krzywym zwierciadle witaj święty mikołaju’ – ile trwa, obsada, opis

Film 'w krzywym zwierciadle witaj święty mikołaju' – ile trwa, obsada, opis

1989 rok, przedświąteczna gorączka w amerykańskich kinach i rodzina Griswoldów na dużym ekranie. Jeśli zastanawiasz się, ile trwa film „W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju”, kto w nim gra i o czym dokładnie opowiada, jesteś w dobrym miejscu. Z tego tekstu dowiesz się też o najciekawszych wpadkach i smaczkach, które migają w tle tej kultowej komedii świątecznej.

Ile trwa film W krzywym zwierciadle Witaj Święty Mikołaju?

Film „W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju” trwa około 97 minut, czyli nieco ponad półtorej godziny. To typowa długość dla amerykańskiej komedii świątecznej końca lat 80., dzięki czemu seans łatwo zmieścić między przygotowaniem kolacji a pakowaniem prezentów. Akcja pędzi od pierwszych minut, więc ten czas mija bardzo szybko, a kolejne katastrofy Clarka pojawiają się praktycznie bez przerwy.

W telewizji czas trwania bywa odrobinę inny, bo stacje wstawiają bloki reklamowe i czasem skracają pojedyncze sceny. Rdzeń historii pozostaje jednak taki sam: oglądasz pełną wersję rodzinnej katastrofy świątecznej, w której niesforne lampki, gigantyczna choinka i niespodziewani goście zamieniają dom na przedmieściach w mały chaos. Jeśli więc planujesz seans, warto zarezerwować sobie około dwóch godzin z niewielkim zapasem na przerwę w kuchni.

Polski tytuł Oryginalny tytuł Czas trwania
W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju National Lampoon’s Christmas Vacation około 97 minut
Rok produkcji Kraj Gatunek
1989 USA komedia, świąteczny film familijny

Jaka jest obsada filmu W krzywym zwierciadle Witaj Święty Mikołaju?

Siła tego filmu tkwi nie tylko w gagach, ale też w znakomitej obsadzie. Twórcy zebrali aktorów, którzy idealnie pasują do roli nieco szalonej rodziny z przedmieść, a wiele twarzy kojarzysz też z innych hitów kina i telewizji. Dzięki temu nawet epizodyczne postacie są wyraziste i do dziś łatwo je przywołać z pamięci.

Główne role

Na pierwszym planie stoi oczywiście Chevy Chase, który gra Clarka Griswolda. To ojciec rodziny z obsesją na punkcie idealnych świąt. Chase łączy fizyczny slapstick z bardziej subtelnym humorem, kiedy Clark z uporem maniaka rozwiesza tysiące lampek, ścina przesadnie wielką choinkę i desperacko czeka na premię świąteczną od szefa. Jego energia napędza cały film i nadaje ton każdej scenie.

U jego boku pojawia się Beverly D’Angelo jako Ellen, żona próbująca trzymać ten rozbiegany dom w całości. Ellen jest rozsądniejsza, ale i ona w końcu poddaje się świątecznemu szaleństwu. Dzieci, Audrey i Rusty, w tej części serii grają Juliette Lewis oraz młodziutki Johnny Galecki – późniejszy Leonard z „Teorii wielkiego podrywu”. Każde z nich ma swoje małe momenty buntu wobec ojcowskich pomysłów.

Rodzina i sąsiedzi

Nie da się zapomnieć kuzyna Eddiego, granego przez Randy’ego Quaida. Eddie wjeżdża na podjazd Griswoldów w swojej przyczepie i od razu wywraca do góry nogami plany gospodarzy. Jest głośny, bezpośredni i kompletnie nie przejmuje się tym, co wypada podczas rodzinnej kolacji. Jego żona Catherine oraz dzieci tworzą razem barwną, ale i kłopotliwą ekipę.

Dziadkowie obu stron, w tym postacie grane przez E.G. Marshalla oraz Diane Ladd, dodają filmowi charakteru typowej świątecznej zjazdowej rodzinnej zbieraniny. Na ekranie pojawiają się też uroczo irytujący sąsiedzi, Margo i Todd, grani przez Julię Louis-Dreyfus oraz Nicholasa Guest. To elegancka para, której idealnie zaprojektowany dom cierpi za każdym razem, gdy Clark wpadnie na kolejny pomysł dekoracji.

Twórcy za kamerą

Za kamerą stanął Jeremiah S. Chechik, a scenariusz napisał John Hughes, czyli autor wielu znanych filmów o rodzinie i dorastaniu z tamtego okresu. Widać tu jego charakterystyczne połączenie ciepła i ironii, gdzie za głośnymi gagami kryje się opowieść o zwykłym facecie pragnącym jedynie spokojnych świąt z najbliższymi. Chechik pilnuje, żeby tempo nie spadało i co chwilę dorzuca kolejną gafę lub wizualny dowcip.

Muzyka i sposób filmowania domu Griswoldów budują nastrój amerykańskich świąt końca lat 80. Śnieżne podwórko, dom obwieszony tysiącami światełek i hałaśliwy salon pełen gości sprawiają, że widz łatwo czuje się jak kolejny członek tej zwariowanej rodziny. To sprawdza się w każdym kolejnym seansie, niezależnie od tego, czy oglądasz film pierwszy, czy dziesiąty raz.

Najbardziej rozpoznawalne twarze obsady, które warto kojarzyć z tym tytułem, to między innymi:

  • Chevy Chase jako Clark W. Griswold Jr., głowa rodziny i autor wszystkich świątecznych planów,
  • Beverly D’Angelo jako Ellen Griswold, próbująca tonować zapędy męża,
  • Randy Quaid jako kuzyn Eddie, mistrz niezręcznych sytuacji przy stole,
  • Juliette Lewis i Johnny Galecki jako dzieci Clarka, Audrey i Rusty,
  • Julia Louis-Dreyfus jako sąsiadka Margo, która nie znosi świątecznego hałasu,
  • William Hickey i Mae Questel jako wuj Lewis i ciotka Bethany, dwoje uroczych, choć nieco szalonych staruszków.

O czym opowiada film W krzywym zwierciadle Witaj Święty Mikołaju?

Trzon historii jest bardzo prosty. Clark Griswold postanawia zorganizować rodzinie najbardziej niezwykłe Boże Narodzenie w historii. Chce wielkiej choinki, idealnie przystrojonego domu, pełnego stołu i zjazdu wszystkich krewnych. Każdy jego krok wywołuje jednak kolejną lawinę katastrof, które krok po kroku rozbijają wizję spokojnych świąt.

Akcja rozgrywa się głównie w jednym domu na amerykańskim przedmieściu. Mimo niewielkiej przestrzeni naprawdę dużo się tam dzieje. Goście przyjeżdżają bez zapowiedzi, instalacja elektryczna wariuje od tysięcy światełek, a premia świąteczna od szefa Clarka wisi w powietrzu i jest źródłem coraz większego napięcia. Obok gagów film pokazuje też typowe napięcia między pokoleniami, małżeńskie sprzeczki i lekkie konflikty między rodzeństwem.

Clark Griswold i plan idealnych świąt

Od pierwszych scen widzisz, że Clark mierzy wysoko. Sam wybiera choinkę z rodziną, nie zważając na rozmiary drzewa ani problemy z transportem. Po powrocie do domu rozwiesza na budynku cały arsenał światełek importowanych z Włoch. W efekcie zwykły domek jednorodzinny zamienia się w coś, co przypomina latarnię widoczną z kosmosu.

Pech prześladuje go jednak na każdym etapie przygotowań. Choinka okazuje się za duża, lampki odmawiają współpracy, a firma długo nie przesyła mu upragnionej premii. Clark cały czas próbuje zachować dobry humor, choć równocześnie coraz mocniej denerwuje sąsiadów i swoją własną rodzinę. Zwykła lista świątecznych zadań zamienia się u niego w serię komicznych porażek.

Rodzinny chaos w domu na przedmieściach

Do domu Griswoldów zjeżdżają rodzice Clarka i Ellen, a wkrótce także pozostali krewni, w tym wspomniany kuzyn Eddie z rodziną i psem. Nagle salon robi się zbyt mały, kolejka do łazienki wydłuża się z godziny na godzinę, a kuchnia tętni życiem niemal całą dobę. Każda drobna różnica charakterów powiększa się w tej ciasnocie i powoduje drobne wybuchy śmiechu, ale też irytacji.

W pewnym momencie pojawia się nawet wiewiórka w choince, co wywołuje istną panikę wśród gości. Wuj Lewis przypadkiem podpala dekoracje, ciotka Bethany myli modlitwę z hymnem, a stół wigilijny ledwo wytrzymuje te wszystkie emocje. To właśnie ten gęsty, rodzinny bałagan sprawia, że wielu widzów odnajduje w filmie odbicie własnych świątecznych przeżyć.

Historia Griswoldów pokazuje, że nawet najbardziej spektakularna katastrofa przy stole potrafi zamienić się we wspomnienie, z którego rodzina śmieje się jeszcze przez lata.

Jakie błędy i ciekawostki znajdziesz w filmie?

Miłośnicy detali lubią wracać do tego filmu nie tylko dla żartów, lecz także po to, by wyłapać kolejne wpadki techniczne. W „W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju” jest ich naprawdę sporo, chociaż nie niszczą odbioru historii. To głównie błędy montażu, ciągłości i drobne niekonsekwencje scenograficzne, które w kinie lat 80. dość często trafiały na ekran.

Niektóre pomyłki stały się małymi legendami wśród fanów. Renifery ogrodowe, które Clark kopie z wściekłością, nagle w kolejnej scenie stoją znów nienaruszone. W innym momencie Ellen wychodzi zobaczyć męża zmagającego się z lampkami, a ułożenie jej swetra na ramionach zmienia się co kilka sekund między kolejnymi ujęciami. To drobiazgi, ale czujne oko wychwyci je od razu.

Błędy ciągłości

Najwięcej wpadek dotyczy tego, jak przedmioty i dekoracje zmieniają położenie między kolejnymi ujęciami. Gdy Clark obserwuje rodzinę w jadalni, żyrandol nad stołem raz znika, a za chwilę znów jest na swoim miejscu. W scenie z balustradą na piętrze bohater odcina w złości jej fragment, po czym podczas ucieczki przed wiewiórką widzimy całkowicie nienaruszoną konstrukcję. Dla montażysty to był zapewne trudny dzień w pracy.

Podobnie jest z garażem i podjazdem. Zanim kuzyn Eddie oficjalnie przyjeżdża, jego przyczepę można dostrzec już wcześniej na terenie posesji. Samochód rodziny, Ford Taurus, też okazuje się zmiennym bohaterem tła. W różnych scenach widać dwa różne egzemplarze tego modelu, co dla wielbicieli motoryzacji jest od razu widoczne.

Nielogiczne sceny

Pewna grupa błędów wynika z tego, że film celowo stawia na efektowny obrazek, nawet kosztem logiki. Dobrym przykładem jest aluminiowy spodek, na którym Clark zjeżdża z góry. W kadrze widzisz efektowne iskry sypiące się spod ślizgacza. W rzeczywistości aluminium nie daje takiego efektu, ale twórcy postawili na widowiskowość.

W czasie zjazdu w śniegu widać też chwilami osobę z ekipy, która ciągnie blachę Clarka. To typowa filmowa „ręka Boga”, którą zauważy głównie widz oglądający film po raz kolejny. Do tego dochodzi pożar płaszcza wuja Lewisa. Najpierw Clark próbuje go gasić, chociaż tkanina jeszcze się nie pali, a w następnym ujęciu ogień pojawia się dopiero, gdy bohater przewraca wuja na ziemię.

Dźwięk i montaż

Sporo zamieszania wprowadzają także błędy dźwiękowe. W scenie, kiedy Ellen kroi kapustę po pytaniu matki o palenie, uderzenie noża słychać jeszcze zanim dotknie warzywa. Są też momenty, w których dźwięk dialogu lub szelest ubrania lekko wyprzedza obraz. To typowe niedokładności z epoki montażu na taśmie, które dziś łatwiej wyłapać dzięki lepszej jakości nagrań.

W końcowych scenach, gdy przed domem lądują liczne radiowozy, łatwo zauważyć inne drobne przeskoki. W jednej chwili podjazd jest pełen policyjnych samochodów, by w kolejnym kadrze niemal całkowicie opustoszeć, gdy Clark stoi z psem Eddiego przed domem. Podobne rzeczy dzieją się też z choinką. Spalona i zwęglona nadal bywa widoczna w tle, choć według logiki sceny nie powinna już istnieć.

Wiele z tych drobiazgów dobrze widać, gdy zwrócisz uwagę na konkretne momenty seansu:

  • uciekająca z kadru i wracająca choinka po scenie pożaru,
  • renifery ogrodowe zniszczone kopnięciem, a potem „cudownie” odtworzone,
  • nagłe znikanie i pojawianie się żyrandola w jadalni,
  • przyczepa Eddiego widoczna, zanim bohater zostaje oficjalnie wprowadzony,
  • dźwięki noża lub kroków słyszane przed ruchem aktora,
  • różne wersje Forda Taurusa w kolejnych scenach podróży.

Dla wielu widzów te wpadki stały się częścią uroku filmu, który od lat towarzyszy świątecznym wieczorom i tworzy własną, nieco niedoskonałą, ale bardzo ciepłą tradycję ekranową.

Redakcja filmedy.pl

W redakcji filmedy.pl kochamy świat seriali, filmów i rozrywki. Z pasją dzielimy się naszą wiedzą, pomagając czytelnikom odnaleźć się w gąszczu premier i klasyków. Naszym celem jest sprawić, by nawet najbardziej zawiłe tematy były jasne i przystępne dla każdego.

Może Cię również zainteresować

Potrzebujesz więcej informacji?